Partner serwisu

Liczy się tylko duża gra

Kategoria: Rozmowa z

O tym, czemu warto być dużym na rynku kruszyw, o planach dotyczących przejmowanych kopalni i o tym, czy firma boi się utraty płynności finansowej – mówi Jan Łuczak, prezes Dolnośląskich Surowców Skalnych.

 Liczy się tylko duża gra

Piława Górna. Produkcja kruszyw odbywa się w dwóch niezależnych jednostkach: w zakładzie stacjonarnym oraz w pełniącym obecnie funkcję wspomagającą – zakładzie mobilnym. Na zdjęciu – zakład stacjonarny.

„Strategia rozwoju DSS koncentruje się na systematycznym zwiększaniu udziału w polskim rynku kruszyw łamanych” – czytamy na stronie internetowej firmy. Czemu tak zależy wam, by być największym producentem kruszyw w Polsce? To kwestia ambicji?
Nie, to kwestia biznesowych kalkulacji. To duzi producenci decydują o kształcie i charakterze gry rynkowej, w której chcemy aktywnie uczestniczyć. Jeżeli naszymi klientami są firmy o obrotach rzędu setek milionów czy nawet miliardów złotych rocznie, to żeby być dla nich partnerem, musimy oferować produkty wysokiej jakości w dużych ilościach. Żeby liczyć się na rynku, trzeba być dużym producentem.

Piława Górna. Produkcja kruszyw odbywa się w dwóch niezależnych jednostkach: w zakładzie stacjonarnym oraz w pełniącym obecnie funkcję wspomagającą – zakładzie mobilnym. Na zdjęciu – zakład stacjonarny.


Jeszcze niedawno nie było was na rynku, a dziś macie nowoczesną kopalnię w Piławie, kończycie proces przejęcia Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych i Kopalni Surowców Skalnych w Złotoryi. Myśli pan, że branża kruszyw patrzy na was z zazdrością?
Mam nadzieję, że patrzy z sympatią, choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy.


• No tak. Słychać głosy, że przeinwestowaliście, że ogromne zadłużenie może wpłynąć na utratę płynności finansowej…
Gdybyśmy popatrzyli na strukturę bilansu zachodnich firm z branży, to zauważylibyśmy, że stosunek między długiem i aktywami własnymi jest w nich prawie taki sam, jak w naszej firmie. DSS ma dwa razy więcej długu w porównaniu do kapitału. Jest to – uważam – zdrowy układ. Nie mamy bardziej ryzykownego bilansu niż nasi zagraniczni konkurenci. Zagraniczni, bo oczywiście w Polsce są spółki niemające wcale zadłużenia, ale tu też można polemizować czy wykorzystywanie tylko wypracowanych środków jest ekonomicznie korzystne. Tak też można się rozwijać, ale wówczas nie jest się aktywnym uczestnikiem dużej gry rynkowej. Myślę, że znaczna część branży w Polsce bała się inwestować, bo obawiała się kredytów. Dlatego też dziś dominują u nas spółki międzynarodowe, które efektywnie korzystają z zewnętrznych źródeł finansowania.

• Czy finalizowany zakup Złotoryi i KKSM zakończy waszą ekspansję?
Myślę, że to, co posiadamy, to już dużo. Po zakończeniu prywatyzacji będziemy dysponować jeszcze więk szym potencjałem. W KKSM i Złotoryi nie jest on dziś wykorzystywany adekwatnie do zasobów kopalni i do możliwości rynkowych. Zamierzamy zwiększyć produkcję w tych zakładach. W tym momencie w Piławie na jednego zatrudnionego mamy 3-4 razy wyższą efektywność jeśli chodzi o wydobycie, niż w zakładach KKSM. Musimy te wskaźniki wyrównać.

Jak chcecie to osiągnąć?
Konieczne jest wprowadzenie zmian organizacyjnych, niezbędne są też inwestycje, choć nakłady nie będą tak znaczne jak np. w Piławie, gdzie zainwestowaliśmy ponad 150 mln zł. W KKSM nie trzeba aż tak dużo środków, by osiągnąć produkcję rzędu 5 mln ton rocznie. Nasze zobowiązania inwestycyjne wynoszą tam kilkanaście milionów złotych. Prawdopodobnie je trochę przekroczymy, wydając około 20-30 mln w najbliższych latach.


• A Złotoryja?
Tam, przy nakładach kilkunastu milionów, można produkcję zwiększyć dwu-, a nawet trzykrotnie. Spore nadzieje wiążemy z miejscowym złożem. Jeśli uzyskamy pozwolenia dotyczące eksploatacji całości tamtejszych zasobów, będziemy rozważali budowę nowoczesnego zakładu w przeciągu kilku następnych lat.

Od zera wybudowaliście Piławę. Czemu teraz przejmujecie istniejące już kopalnie, zamiast stawiać kolejny nowy zakład?
W Polsce prawie nie ma dostępnych, dużych złóż. By kopalnia mogła rozpocząć pracę, nie może stać za blisko zabudowań mieszkalnych. Nie może być w konflikcie z wymogami ochrony środowiska. Złoże musi być odpowiednio zasobne, a kopalina dobrej jakości. No i w pobliżu powinna przebiegać linia kolejowa. W Piławie spełnione są wszystkie powyższe warunki: jest bocznica, zakład otaczają pola, a z ekologami współpracuje się nam bardzo dobrze, zatem kruszywa o wysokich parametrach możemy produkować tu przez długie lata.
To były argumenty, dlaczego w Piławie chcieliśmy budować „od zera”. Nie znaleźliśmy innych miejsc pod inwestycje, które byłyby równie korzystne. Wprawdzie przy przejmowaniu istniejącej kopalni występuje mniejsze ryzyko, ale niezaprzeczalną zaletę projektu greenfieldowego stanowi fakt, że nie jest on obciążony historycznymi zaszłościami. W Piławie mogliśmy zaprojektować optymalny proces produkcyjny. Przykładem jest integracja bocznicy kolejowej z zakładem przeróbczym – myślę, że w Europie jest niewiele lepszych.

Eksploatowane przez DSS złoże migmatytu i amfibolitu „Piława Górna”, położone na Dolnym Śląsku, jest jednym z największych w Polsce złóż surowca do produkcji kruszywa łamanego. Na zdjęciu – zakład mobilny.


W tym zakładzie do rozwiązania pozostała nam właściwie tylko kwestia zagospodarowania pyłów, ale mamy  już na to kilka pomysłów. Jednym z nich są te leżące przed nami płyty, które powstały z pyłów pochodzących z instalacji odpylającej, znajdującej się w Piławie. Produkcja sztucznego kamienia to drogi w realizacji projekt, ale świetnie uzupełniałby nasz cykl produkcyjny. W kopalni codziennie powstaje około 200 ton pyłów, które można by w ten sposób wykorzystać.

Nie znaleźliście więc równie dogodnej lokalizacji jak w przypadku Piławy. Czemu zdecydowaliście się na zakup akurat KKSM i KSS w Złotoryi?
Najważniejsze były tu kwestie położenia obu firm. KKSM to złoża w centralnej części Polski, w bliskiej odległości od planowanych tam inwestycji, które mogą wymagać dostarczenia nawet 20 mln ton kruszyw. W przypadku decyzji o zakupie Złotoryi pierwszoplanową rolę również odgrywała lokalizacja względem potencjalnych rynków zbytu, które znajdują się na zachód od Poznania. Po przejęciu trzech kopalni KKSM oraz Złotoryi, razem z Piławą będziemy dysponowali zasobami wynoszącymi ponad 500 mln ton. Nasze zdolności wytwórcze sięgną wówczas około 12 mln ton rocznie.

Piława Górna, zakład stacjonarny


• Gdy patrzy pan na waszą firmę – czy jest coś, co daje panu szczególne powody do dumy?
Myślę, że najbardziej dumny jestem z tempa budowy kopalni w Piławie. Postawiliśmy ten zakład w pół roku. Tymczasem specjalizujące się w budowie podobnych  zakładów „pod klucz” firmy nie mogły zagwarantować, że zrobią to w czasie krótszym niż rok.

• A z drugiej strony – co się nie udało? Co dziś zrobiłby pan inaczej?
Mogliśmy zrobić emisję akcji wcześniej, jeszcze w zeszłym roku. Wówczas nie przepadłaby nam transakcja nabycia ŁKB Księginki. Z drugiej strony, gdybyśmy kupili ŁKB, nie mielibyśmy Złotoryi i KKSM, a te dwie firmy będą dla nas cenniejsze. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Rozmawiał Przemysław Płonka

Wywiad został opublikowany w magazynie "Surowce i Maszyny Budowlane" nr 5/2010

źródło fot.: Andrzej Świetlik, Przemysław Płonka

 

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ