Partner serwisu
07 października 2015

By nie skończyć jak Titanic

Kategoria: Rozmowa z

– Wypadki są tylko czubkiem góry lodowej, gdyż zazwyczaj cała masa kryje się pod spodem, niezauważona. Gdy pracownicy nie zgłaszają nam zdarzeń potencjalnie wypadkowych, dzieje się jak w przypadku Titanica – ignorujemy niebezpieczeństwo, nie doceniając go. Wówczas łatwo skończyć jak najsłynniejszy transatlantyk – podkreśla Łukasz Nastała, specjalista BHP w Eurovia Kruszywa.

 

By nie skończyć jak Titanic

•      Czy polskie zakłady produkcji kruszyw są bezpieczne?

     Mam tu różne spostrzeżenia. W przypadku większych firm – nie tylko koncernów, ale również krajowych zakładów – bezpieczeństwo jest na bardzo wysokim poziomie. Natomiast małe i mikroprzedsiębiorstwa mają jeszcze wiele do zrobienia w tym zakresie, dlatego cieszę się, że temat bezpieczeństwa jest tak często poruszany, szczególnie podczas konferencji czy na łamach prasy branżowej – to pola do wymiany i zaprezentowania dobrych praktyk. Jednak najlepiej oceniać po efektach. Analizując statystyki Wyższego Urzędu Górniczego stwierdzam, że nie jest źle. W ponad 6500 zakładach zdarzyły się 69 wypadki, z czego 4 ze skutkiem śmiertelnym. To oczywiście o 4 za dużo, ale wymowne jest to, że żaden wypadek śmiertelny nie przydarzył się pracownikowi
etatowemu. Dwa z nich dotyczyły odbiorców kruszywa, jeden był efektem utonięcia i jeden nastąpił poprzez przygniecenie operatora ładowarki przewróconą maszyną. W każdym z powyższych zdarzeń decydującą rolę odegrał tzw. czynnik ludzki. Musimy pamiętać, że osoby wchodzące, wjeżdżające lub pracujące na terenie kopalni nie zawsze są świadome występujących zagrożeń, a naszą rolą jest dopilnowanie, aby każdy (wykonawca, klient, wizytujący) opuścił zakład cały i zdrowy.


•    Czy to oznacza, że od podwykonawców wymagamy mniej?

      Niekoniecznie, ale to sygnał, że trzeba zwracać uwagę również na BHP w przypadku outsourcingu – budować zasady i zabezpieczenia tak, by dotyczyły i podwykonawców. W Eurovii mamy zasadę, że pracownika wykonawcy traktujemy jak pracownika Eurovii. Przed przystąpieniem do pracy podwykonawcy przechodzą nasze wewnętrzne szkolenia, zapoznawani są z oceną ryzyka dla danych prac i stosownymi instrukcjami, ale także z naszymi standardami BHP oraz Zasadami Bezpieczeństwa Eurovia.


•   No tak, ale często słyszy się stwierdzenie, że BHP to BHP, a życie – życiem…

     To najgorsze podejście, jakie może być, szczególnie kiedy taką postawę prezentuje osoba bezpośrednio kierująca pracownikami. W wielu zakładach pracy potrzebna jest zmiana filozofii, co nie przychodzi z dnia na dzień. To długotrwały proces następujący poprzez pracę z ludźmi – przeprojektowanie ich nastawienia i podejścia do tematu bezpieczeństwa. Ważne, by rozmawiać, tłumaczyć i uzasadniać, a nie narzucać i krytykować. Racjonalna argumentacja: „zmieniamy, bo…” naprawdę działa.


•    Jednak, jak w przypadku każdej zmiany, na początku zapewne spotkamy się z oporem.

      Początki zawsze bywają trudne, ale to kwestia wyrobienia nawyku. Później tworzymy odpowiednie procedury, które wchodzą w życie. Bardzo istotne jest jednak, aby były one konstruowane dla ludzi i z ich udziałem. Pracownik ma wtedy świadomość wpływu na bieżący stan, a nie jest tylko ostatnim ogniwem, które wykonuje narzucane z góry przykazy. Trzeba zaczynać od wdrażania prostych zasad – krok po kroku.


•    Czy w Eurovii musicie mocno przekonywać ludzi do zmian?

Nie, czas przekonywania do bezpieczeństwa w naszych zakładach się już skończył. Patrząc na
statystyki pod koniec lat 90. w kopalniach WKSM (Wrocławskie Kopalnie Surowców Mineralnych – przyp. red.) zdarzało się po kilkanaście wypadków rocznie.


•    A dziś?

     Dziś można pracować bez wypadku. Świadczą o tym liczby. Na naszych zakładach, a mamy ich 15, było kilka całkowicie bezwypadkowych lat: 2008, 2010 i 2014. Średnio przypada jeden wypadek na rok w dłuższej perspektywie czasowej. To dość dobry wynik, więc mogę stwierdzić, że bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem i nie jest to tylko pusty slogan. Cel – zero wypadków ciężkich i śmiertelnych jest realizowany, czas na kolejny etap: całkowite wyeliminowanie wypadków.


•    Prócz kwestii  „miękkich”, związanych z motywowaniem pracowników, jakie narzędzia stosujecie, by było bezpieczniej?

      Środki ochrony indywidualnej, alarmy czy osłony. Wprowadzamy UBS – Utworzenie Bezpiecznej Strefy, jest to nowe podejście do zagadnienia izolacji energii, którego celem jest uproszczenie procedur i ograniczenie do minimum możliwości popełnienia błędu przez pracownika.  Umożliwienie wyłączenia całego obszaru, w którym się pracuje, a nie tylko pojedynczych urządzeń. Prócz tego mamy plan poprawy osłon, gdzie definiowane są warunki pochwycenia. Muszą one być wtedy zabezpieczone przed przypadkowym dotknięciem. Szczególnie niebezpieczne są stacje i bębny zwrotne, koła napinające i naprowadzające oraz obszary pod koszami zasypowymi. Dodatkowo wydaliśmy kalendarz BHP, gdzie każdy miesiąc poświęcony jest osobnej kwestii ochrony życia i zdrowia. W każdy poniedziałek przed rozpoczęciem pracy robimy spotkania „15 minut BHP”, gdzie przekazywane są istotne informacje na temat prac przewidywanych w najbliższym tygodniu, omawiane są zgłoszone „prawie wypadki” lub zdarzenia wypadkowe z innych kopalń. Każdy pracownik ma możliwość swobodnego wypowiedzenia się na poruszane tematy, zadania pytań, wnoszenia uwag. Jest to też idealna sytuacja, by skonsultować z pracownikami działania związane z bezpieczeństwem i uzyskać informacje zwrotne. Bywa że trwa to więcej niż 15 minut, ale na pewno nie jest to czas stracony.  


•    A czy    macie    jakieś    słabe    strony    w zakresie    bezpieczeństwa? Kwestie do poprawy, nad którymi musicie jeszcze popracować?

     Zawsze jest coś, co da się poprawić, nie możemy osiąść na laurach. Ważnym impulsem do podjęcia nowych działań były Międzynarodowe Dni Bezpieczeństwa organizowane w każdej jednostce Eurovii i jednoznaczny przekaz prezesa Erica Rouffet, że  priorytetem jest bezpieczeństwo pracowników, współpracowników oraz wykonawców.


•    Niewątpliwie    waszym    mocnym    punktem    jest    profesjonalne podejście do zdarzeń potencjalnie wypadkowych.

     Tak, „prawie wypadki” są dla nas bardzo ważnym sygnałem. Często prowadząc szkolenia, porównuję je do góry lodowej, z którą zderzył się Titanic – było widać tylko jej lichy czubek, zaś pod wodą kryła się ogromna bryła. Tak samo z wypadkiem, który jest często tym słabo zauważalnym czubkiem, zaś prawdziwa przyczyna czai się głębiej – to cała masa schowana pod spodem, której nie widać. Jeśli pracownicy nie zgłaszają nam zdarzeń potencjalnie wypadkowych, to nie mamy szans na walkę z zagrożeniami i możemy skończyć jak najsłynniejszy transatlantyk.

 

Cały wywiad w magazynie "Surowce i Maszyny Budowlane" 4-5/2015.

rozmawiała Sabina Szewczyk-Wajda

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ