Partner serwisu
30 marca 2021

FELIETON Przeczytaj i może nic Ci się nie stanie… Ocena ryzyka zawodowego, instrukcje procesowe i stanowiskowe

Kategoria: Magazyn

Tak to już jest, że nowy kapitał ludzki firmy, a raczej jego podejście do niektórych tematów, różni się od siebie znacząco. Zapoznanie się i złożenie podpisu pod dokumentem Oceny Ryzyka Zawodowego przez świeżo zatrudnionych nie jest w tym wypadku wyjątkiem.

FELIETON Przeczytaj i może nic Ci się nie stanie… Ocena ryzyka zawodowego, instrukcje procesowe i stanowiskowe

Akurat dzień 5 marca, jeśli chodzi o Ocenę Ryzyka, zapadł mi w pamięć. Po przydzieleniu odzieży wszystkim przewidzianym w tabeli przydziału dzień wcześniej, cała nowo przyjęta grupa pracowników (nie pamiętam już, która z kolei) stawiła się w moim biurze bez wyjątku, aby podpisać zapoznanie się z Oceną Ryzyka Zawodowego na swoich stanowiskach pracy. Nie miałem przekonania, czy faktycznie się z nią zapoznali, gdyż pierwszego i drugiego dnia pracy zostali zasypani wszelkiej maści instrukcjami procesowymi, instrukcjami stanowiskowymi, regulaminami wewnętrznymi firmy czy kartami charakterystyki substancji chemicznych. Do tego jeszcze instruktaż ogólny BHP i instruktaż stanowiskowy. Mając przed oczami stosy segregatorów, jakie im wręczono do przeczytania (czy raczej: ogólnego zapoznania się), nie bardzo wierzyłem, że ktoś byłby w stanie przyswoić właściwe informacje. Oceny trzeba było zmienić, zaktualizować… jak kto woli. Po przeczytaniu dokumentów, które posiadałem naprawdę, mało kto byłby w stanie określić, czy jego stanowisko pracy jest bezpieczne. Firma charakteryzowała się tym, że miała chyba więcej stanowisk niż pracowników. Tak na wszelki wypadek, jakby przyszedł nagle ktoś nowy o niesprecyzowanych zdolnościach, to można przydzielić mu któreś stanowisko z wachlarza dostępnych.

Według kolorów

Niemniej dokument trzeba było zmienić. Zmiana dotyczyła uproszczenia jego formy i przedstawienia w bardziej przystępnej odsłonie. Postawiłem na grafikę, a właściwie na grę kolorów. Ocena ryzyka – jak przykazano – zawierała wszystkie niezbędne treści, a więc nazwę działu, nazwę stanowiska pracy, wymienione na stanowisku narzędzia oraz charakterystykę zagrożeń, ciężkość następstw i środki profilaktyczne. Wszystko to jednak naniesione na kilka kolorów, od zielonego przez żółty, pomarańczowy do czerwonego. Zielony kolor oznaczał ryzyko małe, a czerwony duże – niedopuszczalne. Efektem miało być ryzyko widoczne z daleka. Już po pierwszym rzucie oka na dokument, pracownik orientował się, że stanowisko jest bezpieczne, gdy przeważająca część lub cała treść mieściła się na zielonym polu. Podobnie należało postąpić z instrukcjami procesowymi i stanowiskowymi. Mniej tekstu, a więcej grafiki. Przecież dokumenty tego typu niechętnie się czyta, a raczej przegląda. Skoro tak, to niech już będzie na co popatrzeć. Poprosiłem zatem najbardziej kompetentne osoby ze swoich działów, brygadzistów, aby przysłali mi zdjęcia do instrukcji procesowych. Pomysł na bardziej graficzną odsłonę się przyjął, ale oczywiście nie obyło się bez niespodzianek. Albo komuś nie podobało się, że obrazek ilustrujący proces jest z lewej strony tekstu, a nie z prawej, albo dosyłano mi co rusz nowe zdjęcia twierdząc, że lepiej obrazują proces niż te przysłane poprzednio…, czyli 5 minut wcześniej. Przy kilkudziesięciu procesach na co najmniej kilkunastu obszarach produkcyjnych firmy, po upływie kolejnej godziny, za bardzo nie wiedziałem już, które zdjęcie dotyczy którego procesu. Kiedy jednak wraz z upływem czasu wstawiałem w odpowiednie miejsca odpowiednie zdjęcia, wysyłałem do akceptacji i nikt nie zgłaszał poprawek, uznałem projekt za zakończony.

Sukces – czy aby na pewno?

Pierwsza poważna zmiana wizerunku dokumentów z moim głównym udziałem została zakończona. Najbardziej jednak cieszyła mnie zmiana formy Oceny Ryzyka Zawodowego, nie mniej niż fakt, że na wszystkich w przeważającej większości widniał kolor zielony. Upajanie się sukcesem trwało do momentu, kiedy odwiedził mnie jeden z pracowników, który właśnie zauważył, że kopie Oceny Ryzyka wiszą również na tablicach informacyjnych poszczególnych działów. Powiedział, że gdy tylko spojrzał na kartkę, wiedział już, że stanowisko pracy jest bezpieczne. Odpowiedziałem, że taki był zamiar, aby po kolorach móc to szybko ocenić. W odpowiedzi usłyszałem, że w sumie to jest w porządku, ale co, kiedy w firmie pojawi się prawdziwy daltonista?

 

Felieton ukazał się w magazynie Surowce i Maszyny Budowlane 1/2021

  

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ