Partner serwisu
28 marca 2017

Wystarczyło nam odwagi: rozmowa z prezesem KRUSZGEO

Kategoria: Artykuły z czasopisma

To jedna z największych firm produkujących kruszywa w Polsce. Największych i najstarszych, bo rzeszowskie KRUSZGEO obchodzi w tym roku 60-lecie istnienia. O tym, jak przygotowywać się do zmiennych czasów, o problemach dzisiejszych i wyzwaniach przyszłości mówi prezes spółki Jan Bator.

Wystarczyło nam odwagi: rozmowa z prezesem KRUSZGEO

Jak się trzyma 60-latka?

Nieźle, choć dobre czasy w górnictwie skalnym i w budownictwie to na razie przeszłość. Niestety, brakuje dużych inwestycji, do tego dochodzi wyniszczająca wojna w branży kruszyw polegająca na zaniżaniu cen. W przypadku piasku cena jest dziś niższa niż koszt wyprodukowania jednej tony – oczywiście, jeżeli ktoś działa zgodnie z przepisami, płacąc wszystkie opłaty eksploatacyjne, podatki itp.

Kilka lat temu podczas wywiadu mówił pan, że KRUSZGEO szykuje się na ewentualne trudniejsze czasy. Przezorny zawsze ubezpieczony?

Owszem, w latach prosperity nie skonsumowaliśmy bowiem zysku, który wypracowaliśmy. Jesteśmy „spółdzielnią” i właścicieli jest prawie tylu, ilu pracowników. Kapitał akcyjny rozkłada się w miarę równomiernie, zatem nie było pokus do wypłacania sobie wysokiej dywidendy. Myślę też, że zarządowi wystarczyło odwagi i determinacji w realizacji przyjętej strategii.

W dobrych latach – jak pan wspomniał – przygotowywaliśmy się na gorsze, praktycznie cały zysk przeznaczając na inwestycje. Korzystaliśmy z leasingu, korzystaliśmy z zakupów z rozłożonym terminem płatności, co wcześniej nie było w przedsiębiorstwie zbyt mile widziane. Pozyskaliśmy sprzęt, grunty pod eksploatację. Dzięki temu dziś nie ma zagrożenia zwolnień pracowników, będących równocześnie akcjonariuszami. Tu pomaga nam fakt, że mamy swoich mechaników, mamy swoje zakłady naprawcze i remontowe, dzięki czemu utrzymujemy sprzęt w dobrej sprawności technicznej. Choć niejedna ładowarka czy koparka ma prawie 30 lat, wszystko jest sprawne technicznie, a urzędy, które często nas kontrolują – średnio co dwa, trzy tygodnie – nie mają zastrzeżeń.

Dysponujecie 26 kopalniami. Czy zakładów nie jest za dużo, zważywszy na te trudniejsze czasy?

Nie, chodzi tu o geografię sprzedaży. Chcemy mieć tak zlokalizowane zakłady, aby klient z każdego miejsca miał do nich jak najbliżej, gdyż czasem koszt transportu jest droższy od materiału, który się wiezie. 26 to dziś optymalna ilość. Jeżeli w rejonie kończą się tereny pod eksploatację, to w pobliżu zawsze mamy przygotowane miejsce, gdzie będzie przenoszona załoga. Na przykład w ubiegłym roku przybył nam jeden zakład w rejonie Pilzna. A ponieważ równocześnie likwidowaliśmy inną kopalnię, to sprzęt z niej – po małych adaptacjach, remontach – uruchomiliśmy w nowej lokalizacji. Cykl ten utrudnia nam ustawa o gospodarce gruntami, która weszła w życie w zeszłym roku. Niestety, większość gmin nie posiada planu zagospodarowana przestrzennego i zdarza się, że musimy za taki plan zapłacić.

 

 

 

Cała rozmowa pojawiła się w numerze 1/2017 magazynu "Surowce i Maszyny Budowlane"

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ