Partner serwisu
12 października 2018

Wakacyjne rozmyślania.. Felieton Aleksandra Kabzińskiego

Kategoria: Felieton

Idąc tropem konferencji branżowych, które sobie najbardziej cenię, zgodnie z  przyrzeczeniem przed „Konferencją Mariolkową” w Kudowie-Zdroju, prowokowałem przepowiednię, że w branży „poleje się krew”, a przed konferencją BMP – Nowoczesne Kopalnie Żwiru i Piasku, podzieliłem się wspomnieniami, jak rodził się Związek, jak przekształcała się branża i jacy ludzie to robili.

Wakacyjne rozmyślania.. Felieton Aleksandra Kabzińskiego

W pierwszym przypadku prowokowałem do dyskusji, licząc na polemikę. Niestety takowej nie było. Albo więc miałem rację, trafiając w samo sedno, albo też nie warto z tym moim gdybaniem polemizować. W przypadku wspomnień, z czego bardzo się cieszę, spotkało mnie kilka miłych reakcji. Szczególnie cenię sobie te, które wyrażały zazdrość, że w okresie tworzenia i przekształceń tak wielu było „tak blisko” w działalności na rzecz wspólnych celów. Nie na próżno powstała wówczas nasza dewiza: „Działać nie przeciw, a w celu”.

W październiku kolejna konferencja BMP, tym razem KRUSZYWA (i w odstępie), CEMENT WAPNO. Nie wszyscy pamiętają, że na początku była to konferencja Cement, Wapno, Kruszywa. Dla mnie zmiana kolejności od początku była oczywista. Byłem jej pewien. O czym pisać, przy tej okazji, by nie było o tonach, złotówkach, marży, zyskach? Może podjąć temat z gatunku: lekki, łatwy i przyjemny. Pomyślałem, że mogą nimi być na przykład wakacyjno-urlopowe refleksje.

Przez pewien okres, licząc na więcej wolnego czasu wynikającego przede wszystkim z przerw w konferencjach, spotkaniach, posiedzeniach, związanych z okresem urlopowym, odkładałem z kilku krańcowo różnych tematycznie – co do prezentowanych poglądów – dzienników, tygodników: wywiady, artykuły, felietony. Robię tak od dawna – wydzieram, wycinam, kseruję i odkładam do przeczytania to, co uznaję za warte uwagi. Jeden z naszych niezrównanych kolegów (gratuluję wydanej płyty), osobowość branży, przekazał mi, licząc z mej strony na jego realizację, swoje głębokie przemyślenie. W okresie gdy zaprzestaniesz swojej aktywności zawodowej, zacznij żyć na koszt spadkobierców. Realizacja tej zasady powoduje, że nigdy nie wiadomo, czy jest on w podróży zagranicznej, czy może świeżo po jej zakończeniu (gdy piszę te słowa, jest właśnie z wnukami w Turcji). Warunek wyjazdu, jaki stawia biurom podróży, jest jeden – wylot musi być z Pyrzowic. Powód prozaiczny, ma tam znajomego, u którego zostawia samochód. Zasada życia na koszt spadkobierców wydaje się bardzo rozsądna. Jeszcze nie Ameryka (dzieci na swoim), ale też i nie polski zwyczaj (zostawić wszystko dzieciom). Na tym tle rozterkę wywołało u mnie przeczytanie jednego ze wspomnianych wywiadów, jakie odłożyłem na wakacje. Wywiad był z panią profesor, która była niedawno ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Nie interesowałem się zbytnio jej dokonaniami, bo była rzeczowa, normalna i przewidywalna (nie to co „minister techniczny z tabletu”). W wywiadzie, w sposób normalny i bez zbytniego patosu, podjęła sprawę niespodziewanego zdiagnozowania u niej nowotworu z gatunku tych najcięższych. Odważnie i niezwłocznie poddała się zabiegowi i postanowiła żyć – żyć aktywnie w każdym zakresie: podróży, aktywności fizycznej i kulturalnej. Tym bardziej, że poznała partnera, którego niezwykle ceni w każdej sferze, w tym, o czym mówi wprost, także seksualnej. Co szczególnie ważne w wypowiedzi pani profesor? Otóż, gdy dowiedziała się o chorobie, jej jedyna córka z zięciem rozpoczęli budowę domu. Dlatego zaproponowała im umowę, ona spienięży wszystkie swoje aktywa, przekazując je im, za przyrzeczeniem godnej opieki do końca życia. Umowa została zawarta, obie strony ją realizują.

Przedstawiłem dwa różne podejścia do czasu przyszłego, nieuniknionego. Pozornie różne. Dlaczego pozornie? Bo mój przyjaciel żyje na koszt spadkobierców, ale pamiętając o nich ciągle i konkretnie (wspomniany wyjazd). Czy jest z tego nauka? Jest. Jesteś w ekstremalnej sytuacji, dziel się z najbliższymi, oni podzielą się z Tobą. Pamiętaj o sobie, ale bierz, dając.

Mniejsze obciążenie obowiązkami i niedawne 25-lecie powołania Związku zachęciło mnie, by przejrzeć zgromadzone „skarby”. Dokumenty, opracowania, wydawnictwa. Zacząłem więc pierwszy, dość szczegółowy przegląd nagromadzonych segregatorów i wydawnictw. Wstępnie ich łączną objętość oceniam na ok. 5 metrów sześciennych.

Czego tam nie ma? Korespondencja we wszystkich obszarach, takich jak: prawo (różne), jakość kruszyw, prezentacje, konferencje, referaty, współpraca z różnymi instytucjami i organizacjami. Wiele wydawnictw branżowych z obszaru przemysłu wydobywczego, ale też wszystkiego, co nas otacza. I co najważniejsze – wiele dokumentów i wydawnictw, o  których istnieniu od 1993 roku już zapomniałem, a które są wspaniałymi dowodami – dziś już historii. 

Pierwsza segregacja pozwoliła na zgromadzenie m3 makulatury i dokumentów do utylizacji. Na wagę to około tona. Wiem, że bez straty uzbiera się kolejny metr sześcienny. Postanowiłem jednak to, co pozostało, przejrzeć, bo wśród pozornie niepotrzebnych papierów, takie które jeżeli nie mnie, to przysłowiowemu „komuś” mogą się przydać. Już obecnie odłożyłem ciekawy zestaw wydawnictw, który dotyczy gospodarki surowcowej w województwie świętokrzyskim, a który pomagał mi gromadzić wspaniały Aleksander Targosz. Jego zbiór to usystematyzowane i skatalogowane wydawnictwa z zakresu prawa, ochrony środowiska, geologii. Zbiór bardzo ciekawych wydawnictw i katalogów producentów kruszyw, zarówno członków, jak i nieczłonków Związku. A i sama historia Związku, od prymitywnie wydanych informatorów z lat 1993-1996.

Gdy dokonywałem przeglądu tych materiałów, po raz kolejny przewijał mi się obraz z naszej działalności. Po wysortowaniu wszystkiego co zbędne, resztę dzielimy obszarami, wówczas nasz obraz będzie bardziej systematyczny i wyraźny. Niektóre ze znalezisk są szczególnie ciekawe. Na przykład zdjęcie spotkania prezesów i dyrektorów oraz wspólne wejście na Rysy albo na Trzy Korony. Tak, tak, mieliśmy w swej działalności okres aktywności, również tej fizycznej. Śledząc doniesienia mediów, czasem znajdowane są dokumenty, które pozwalają „szambohistorykom” pławić się w g… ale nasze odkrycia są inne, ważne dla poznania zdarzeń i ludzi, dokumentują przemyślenia, przesłania. Dlatego bardzo się z nich cieszę. Niestety bez identyfikacji autora znalazłem smaczny cytat, który dziś zamiast Młynarskiego: „Rozum i parasol, potrzebne są tylko wtedy, kiedy są otwarte”.    

Motto, chociaż prześmiewcze, natychmiast skojarzyło mi się z moim bardzo ważnym bohaterem, Stanisławem Staszicem, i jego zasadą: „być narodowi użytecznym”. Szczególnie, że czytam jego biografię, zarówno dosłowne (kalendarze życia), jak i fabularyzowane, ale i te które przedstawiają jego osobę, poprzez jego własne opisy. Te ostatnie przedstawiają Staszica jako żywego człowieka. To ważne wobec licznych luk w wiedzy o jego życiu. Czytając zapiski podróżnika jego autorstwa, można poznać opinie człowieka wszechstronnego i o wielu kierunkach zainteresowań. Było to tylko, i aż, około 200 lat temu. Trzy dorosłe życia, a jakże inne były Austria, Niemcy i szczególnie Włochy według jego obserwacji.

W innym opracowaniu dotyczącym powołania i funkcjonowania Generalnej Dyrekcji Górniczej i Szkoły Akademiczno Górniczej w Kielcach, szczególnie zainteresowały mnie opisy wielokrotnych podróży Staszica na trasie: Warszawa – Kielce – Warszawa. Jakie były (a właściwie jakich nie było) drogi, jakie karczmy, jakie środki transportu. To było tylko przed 200 laty, z czego co najmniej 50 – pamiętam. Bez wątpienia Stanisław Staszic miał rozum stale otwarty, czy parasol też – tego nigdzie nie wyczytałem, ale jeżeli nawet nie, to wystarczy tylko pierwsza część przesłania.

Wiem, że dzisiejsze obserwacje z „mojej grzędy” nie są lekkie, w części banalne, ale co zrobić. Nawet w pisaniu trzeba uszanować wakacyjno-urlopowy nastrój, jaki udziela się wszystkim. Jak u Jana Sztaudyngera, w „Piórkach…”, „Wiórkach”. Na koniec kilka zdań o kruszywach. Rok 2017, zgodnie z przewidywaniami, w szczegółowych zestawieniach pokazał wzrost produkcji kruszyw naturalnych łamanych o ok. 20% do 90 mln ton, a piasków i żwirów o ok. 10% do 200 mln ton. Razem niewiele brakło, ale brakło do 300 mln.

Prognozy? Po pierwszej połowie 2018 r. wskazują na dalszy wzrost ilości kruszyw naturalnych łamanych o kolejne 15% do 100 mln ton w roku i piasków żwirów o kolejne 10% do 220 mln ton. Co ważne i oczekiwane, ceny kruszyw u producentów według znaczących odbiorców wzrosły 8-18% w skali rok do roku, w różnych lokalizacjach, a według zebranych informacji od samych producentów – 5-20%. Nareszcie zaczynamy powoli mieć nie tylko rynek ilości, ale i wartości.

Felieton został również opublikowany w nr 5/2018 magazynu Surowce i Maszyny Budowlane.
 

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ