Partner serwisu
23 października 2017

Rybnica Leśna. Reaktywacja

Kategoria: Rozmowa z

Kopalnia Melafiru w Rybnicy Leśnej przez niemal 2 lata nie wydobywała materiału skalnego. Oczekując na nową koncesję zarząd KSS Bartnica realizował jednak „Plan B”, dzięki któremu udało się nie zwolnić żadnego pracownika i płynnie podjąć wydobycie, gdy wiosną br. – po aż 6 latach starań – spółka otrzymała koncesję. O trudnej walce o utrzymanie zakładu, załogi i dobrego wizerunku firmy opowiada Jakub Madej, prezes KSS Bartnica.

Rybnica Leśna. Reaktywacja

Wierzył pan, że się uda?

Od początku wierzyłem. Zresztą, gdy przyszedłem do firmy w 2014 r. wszystko wskazywało na to, że sprawa jest na dobrej drodze. Był to moment, gdy RDOŚ wydawał pozwolenie uzgadniające. Większość osób z branży uważa ten etap za kluczowy i przełomowy  – od tego momentu jest już zazwyczaj z górki… Okazało się jednak, że w naszym przypadku niekoniecznie.

Cofnijmy się do początku historii z koncesją dla Rybnicy Leśnej.

W kwietniu 2011 r. spółka wystąpiła o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, która jest konieczna do uzyskania koncesji. W tym przypadku była to zmiana koncesji polegająca na jej wydłużeniu w czasie, co wymaga przeprowadzenia postępowania takiego, jak dla nowej koncesji. Cały  proces był dość skomplikowany, gdyż okazało się np., że wystąpiła konieczność przeprowadzenia postępowania transgranicznego ze względu na bliskość Czech. Ponadto kopalnia działa na terenie podlegającym ochronie przyrody w ramach sieci Natura 2000. W 2014 r. wydano wspomniane postanowienie uzgadniające, a w listopadzie burmistrz podpisał decyzję pozytywną dla KSS Bartnica. Jednak strony wniosły odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Wałbrzychu, które w marcu 2015 r. uchyliło decyzję w całości i przekazało do ponownego rozpatrzenia.

Tymczasem w czerwcu 2015 koncesja dla kopalni wygasła.

I od tego czasu kopalnia funkcjonowała jedynie jako zakład przeróbczy, wykorzystujący urobek odstrzelony wcześniej – przygotowaliśmy bowiem zawczasu „Plan B”, gromadząc sporo materiału. Między innymi dzięki temu, mimo trudności, nie zwolniliśmy ani jednego pracownika. Byliśmy przygotowani na to, by przetrwać kolejny rok.

Okazało się, że to nie był rok, a niemal dwa lata.

Rzeczywiście – po wyborach samorządowych nastąpiły zmiany w lokalnych władzach. Pojawił się nowy burmistrz, który musiał się zmierzyć ze sprawą prowadzoną od kilku lat przed jego przyjściem.

A sprawa – jak się okazało – wymagała ponownego rozpatrzenia przez RDOŚ, który wydał postanowienie w połowie 2016. Na początku października burmistrz wydał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, która jednak ponownie została zaskarżona przez uczestników postępowania. Samorządowe Kolegium Odwoławcze tym razem utrzymało tę decyzję w mocy. W dużym stopniu odzwierciedliła ona różne zastrzeżenia wnoszone przez strony, nie była więc to „decyzja marzeń”, ale jednak przybliżała nas do finału.

Koncesję otrzymaliśmy w kwietniu 2017, po utrzymaniu przez SKO wspomnianej decyzji. I po uprawomocnieniu się Planu Utrzymania Ruchu, 17 maja nastąpiło strzelanie. Pierwsze od dwóch lat. Warto zaznaczyć, że cała procedura zmierzająca do uzyskania nowej koncesji zajęła nam... 6 lat!

Jakie doświadczenia przyniosła spółce – jak i całej branży kruszyw – ta historia?

Płynie z niej kilka morałów. Główny przekaz: procedury administracyjne są niezwykle długotrwałe, a przepisy bardzo skomplikowane. Patrząc nie tylko na złożoność, ale i interdyscyplinarność całego postępowania – bo mamy tu i kwestie zapylenia, hałas, geologię, postępowanie transgraniczne, współpracę z wieloma urzędami itp. – dochodzę do wniosku, że gminy to nie najlepsze organy do wydawania takich decyzji. Tu potrzebne są zasoby eksperckie, które ma RDOŚ.

W przypadku Rybnicy Leśnej w grę wchodził obszar podwójnej Natury 2000, gdzie obostrzeń jest naprawdę sporo. Sprawa była więc tym bardziej złożona, dotyczyła większej liczby organów do opiniowania i wszystko trwało znacznie dłużej.

Wydano koncesję, ale i ograniczenia.

Z pomocą ekspertów będziemy musieli prowadzić m.in. monitoring siedlisk przyrodniczych. Wprowadzone zostały też ograniczenia w zakresie transportu, które dotyczą jego rozłożenia w ciągu dnia. Jest możliwość wysyłania samochodów od godz. 6.00 do 22.00, a jednocześnie wskazana została maksymalna liczba pojazdów w ciągu kolejnych 8 godzin. To duże wyzwanie do zarządzania łańcuchem dostaw tak, żeby skoordynować i klientów zewnętrznych, i wysyłki nadawane na bocznicę. Czyli harmonogram pociągów, zapasy na bocznicy, przewóz równomierny z kopalni na bocznicę, zapasy na kopalni, produkcja… To w praktyce mocno skomplikowane, wymagające dobrej współpracy z przewoźnikami przedsięwzięcie.

Skoro mowa o współpracy – mocno stawiacie na pozytywny PR. Na waszej stronie można przeczytać m.in., że „694 razy wspieraliśmy lokalnych mieszkańców”, „256 – tyle razy pracowaliśmy dla środowiska naturalnego”.

Kopalnia działa w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi, więc staramy się być blisko nich. Chcemy być dobrym, odpowiedzialnym sąsiadem. I te nasze starania – wydaje się – przynoszą efekty. Gdy przychodzi jakieś pismo, gdy pojawia się problem to nie uchylamy się, rozmawiamy i szukamy rozwiązania, a nie np. prosimy departament prawny o przygotowanie zawiłej odpowiedzi. Staramy się mocno rozwijać lokalną współpracę i wspierać społeczności mieszkające w najbliższym otoczeniu naszych zakładów.

W jaki sposób?

Przykładów jest tak dużo, że nie sposób ich w jednym artykule wymienić. Choćby działania na rzecz wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze, gdzie jest nasz punkt załadunkowy i bocznica kolejowa. Stworzyliśmy tam m.in. – we współpracy z miastem Wałbrzych – dziecięcy zespół siatkarski. Co roku na Podgórzu organizujemy też festyny dotyczące bezpieczeństwa i ekologii. Na jednej z imprez ustawiliśmy ciężarówkę wożącą kruszywo, by dzieci mogły z bliska ją zobaczyć. Przedstawiciele straży miejskiej i policji tłumaczyli najmłodszym, jak zachować się względem tak dużego pojazdu. Remontujemy też na Podgórzu drogi, również – wspólnie z miastem – przebiegającą tamtędy drogę krajową, aby mieszańcy jak najmniej odczuwali uciążliwości związane z transportem urobku. Wspieramy tamtejszą wspólnotę samorządową, dzięki czemu dzieci z Podgórza wyjeżdżają na wycieczki, otrzymują paczki świąteczne itp. Od lat utrzymujemy w czystości drogi powiatowe w gminie Mieroszów, na terenie której jest kopalnia w Rybnicy Leśnej, w szczególności udostępniając pojazd sprzątający drogi z pozimowych zanieczyszczeń.

Nasza pomoc ma różne oblicza i dotyczy całego regionu: od zakupu komputera dla niepełnosprawnej dziewczynki, przez wsparcie dla szkół, przedszkoli, klubów sportowych, samorządów, po mecenat wydarzeń kulturalnych, np. festiwalu filmowego Hommage a Kieślowski w Sokołowsku.

W tym roku uzyskaliśmy koncesję dla Kopalni Gabra Braszowice na kolejnych 50 lat i zgodnie z ustaleniami, m.in. z wałbrzyską delegaturą Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, udostępniliśmy w Braszowicach bezcenne historycznie fragmenty fortyfikacji napoleońskich dla turystów. Na sąsiadujących z kopalnią fortach zrobiliśmy ścieżkę turystyczną, parking, tablice informacyjne.

W naszych akcjach nie tylko reagujemy na potrzeby mieszkańców i namawiamy do współpracy samorządy, instytucje, ale też sami podsuwamy pomysły i dajemy impuls do działania, gdy innym brakuje na to odwagi czy chęci. Zachęcam do odwiedzania naszej strony internetowej bartnica.com.pl – tam piszemy o naszych akcjach.

Mocno stawiacie na PR, choć niektóre kopalnie na swoich stronach jako ostatnią aktualność mają np. Barbórkę 2014…

Jestem tym trochę zaskoczony. Komunikacja to przecież wyzwanie dzisiejszych czasów, zwłaszcza w branży budzącej często negatywne emocje, jak górnictwo odkrywkowe, wobec którego wciąż pokutuje w społeczeństwie wiele stereotypów. Dziś nie wystarczy już być tylko dobrym producentem kruszywa, które spełnia normy. Z drugiej strony, czasem na pierwszy rzut oka nie wiadomo czy ktoś, kto skarży się na sąsiedztwo kopalni, ma dobre intencje – gdyż rzeczywiście coś jest na rzeczy – czy to raczej próba uzyskania określonych korzyści.

A wracając do naszej komunikacji. Piszemy o tym, co robimy, gdyż spotykałem się z zarzutami: „dużo robicie, a nic o tym nie mówicie”. Temu ma służyć nasza stale uaktualniana strona internetowa. Dodam, że nie wspieramy gigantycznych festiwali, a inicjatywy lokalne.

W lokalny – bądź co bądź – „złoty pociąg” też się angażowaliście?

Nie, choć pan profesor z AGH, który stwierdził, że pociągu nie ma, też nazywa się Madej (śmiech).
Rozmawiał: Przemysław Płonka

fot. fot. KSS Bartnica
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ